0

Kto się boi serwisanta… (II)


Wizyta w jaskini lwa okazała się być nie taka straszna, jak mogła by się wydawać :)

Pierwszym i najważniejszym aspektem przygotowań do takiego zadania, jakie sobie dziś rano postawiłem, jest prawidłowe ukształtowania nastawienia. Jeśli przyjdziemy do serwisu z nastawieniem „i tak to się nie uda” albo „to nie ma sensu, bo wszystko mówi <<nie>>” , to podświadomie taką postawę sobą prezentujemy. Wtedy nasz interlokutor ma świadomość, że może nas potraktować tak, jak jemu to pasuje. Jednak, gdy nastawimy się na sukces, to do niego dążymy, a współrozmówca wie, że nie będzie prosto nas zignorować, czy mówiąc potocznie, spławić. Następnym etapem jest wcześniejsze przygotowanie argumentacji – warto jest zdominować rozmowę na tyle, by czuć się swobodnie, ale z drugiej strony, by nie zepchnąć rozmówcy na margines. Rzeczowe i jasne przedstawienie celu i argumentów a następnie prośba o pomoc – to też jest bardzo ważne, jak się przekonałem. Generalnie te zasady działają przy każdej rozmowie. Swoją dzisiejszą rozmowę z serwisantem też przygotowałem wg. tych zasad. Co prawda, po „wykonaniu planu minimum” nie osiągnąłem od razu sukcesu, ale właśnie nastawienie pozwoliło na wykonanie drugiej fazy. Nie byłoby jej, gdybym przyszedł nastawiony negatywnie, bo zniechęcony początkową odmową zakończyłbym rozmowę. Chęć pozytywnego załatwienia sprawy, i wiara w toż, po prostu mobilizuje. Po kilku dodatkowych argumentach, przy odrobienie determinacji, o której pisze dzisiaj TeMPOraL, pracownik serwisu zgodził się obejrzeć urządzenie. Należy tu dodać, że warto nie wysuwać wszystkich argumentów od razu. Asy w rękawie są przydatne.

Niewątpliwie nie jest to rozwiązanie problemu, ale stanowi to spory krok naprzód – zamiast siedzieć zrezygnowanym i rozpaczać nad usterką, sprawy potoczyły się na przód. ;)

Write a comment